Wykorzystanie keramzytu w hodowli pszczół

Keramzyt pozwala łatwo oraz dużo mniejszym nakładem pracy i czasu zadbać o właściwe karmienie pszczół. Jego istotną cechą jest to, że pływa zarówno na powierzchni wody jak i syropu, którym dokarmiane są pszczoły. Ponadto szybko nagrzewa się w promieniach słońca, dzięki czemu woda, którą pobierają pszczoły, jest częściowo ogrzana, co jest bardzo ważne w okresie wiosennym. Jednocześnie jako materiał ekologiczny keramzyt jest neutralny chemicznie - nie wchodzi w żadne reakcje z wodą ani syropem, jest więc dla pszczół całkowicie bezpieczny. 

Wiosenna pomoc pszczołom
Po przebudzeniu z zimowego letargu pszczoła potrzebuje wody. Na roślinach jednak często brakuje rosy. Ponadto pasieki nierzadko znajdują się w znacznej odległości od naturalnych cieków wodnych. Osłabione po zimie, odrętwiałe pszczoły nie mają zbyt wiele sił, aby przetransportować wodę do ula, dlatego ważne jest, by wyposażyć pasieki w poidła z wodą.

Aby zaspokoić pragnienie, pszczoły często korzystają z naturalnych, odkrytych luster wody. Niestety, bardzo często dochodzi w nich do utonięć owadów. Hodowcy różnymi sposobami starają się temu przeciwdziałać - na terenie pasieki stosują poidła otwarte z wypełnieniem ze słomy, mchu, gałęzi. Materiały te jednak gniją i zanieczyszczają wodę, a więc całość trzeba często wymieniać.

Prostym sposobem na rozwiązanie tych problemów jest zasypanie poidła cienką warstwą pływającego, ekologicznego materiału, jakim jest keramzyt.

Wypełnione Leca® KERAMZYTEM i wkopane w ziemię lub ustawione w pobliżu pasieki plastikowe pojemniki o dużej powierzchni i pojemności doskonale pełnią swoją funkcję. Cienka, wynosząca 2-3 cm warstwa pływającego keramzytu pozwala pszczołom na bezpieczne siadanie i czerpanie wody.

Jak mówi pan Piotr Szwałek, który prowadzi pasiekę wraz z żoną Jadwigą, dzięki ciemnej barwie keramzyt szybko nagrzewa się w promieniach słońca. – Jest to szczególnie ważne wiosną, aby pszczoły miały jak najbliżej do wody i nie drętwiały z powodu zimnej i kapryśnej aury – dodaje. – Dzięki napięciu powierzchniowemu wody keramzyt jest stale wilgotny na powierzchni. Jego zaletą jest również to, że jako materiał ceramiczny nie wchodzi w reakcję z wodą i pozwala na długotrwałe zachowanie jej świeżości. Dodatkowo warstwa keramzytu przeciwdziała szybkiemu odparowaniu cieczy, co sprawia, że poidło uzupełnia się rzadziej, a dzięki temu oszczędza się i wodę, i czas.

Jesienne karmienie 
Zabieranie przez człowieka miodu z ula uszczupla pszczołom zapasy, które gromadzą po to, by przetrwać w dobrej kondycji jesień, zimę i trudny okres przedwiośnia. Braki te trzeba uzupełniać. Pszczelarze dokarmiają pszczoły najczęściej syropem cukrowym lub gotowymi syropami inwertowanymi (np. z buraka cukrowego, pszenicy). Stosują do tego celu różne pojemniki - podkarmiaczki, które ustawiają w ulach, w zależności od systemu karmienia.

Tu również pomocny jest Leca® KERAMZYT. Dzięki jego zastosowaniu pszczoły nie topią się i spokojnie mogą zająć się przetworzeniem syropu w pokarm na zimę. Keramzyt pozwala więc łatwo i bezpiecznie zadbać o właściwe dokarmienie owadów. Jest obojętny chemicznie, nie wchodzi w reakcje z syropem i pomaga utrzymać go w dobrym stanie przez długi czas.

Oferta – Zapylanie upraw przez pszczoły rzepak,facelia,gryka,malina!!

Witam,

Dla osób szukających informacji w sprawie zapylania informacyjnie!!!

Nawiąże współpracę z właścicielami plantacji rzepaku facelia błękitnej gryki maliny oraz wszelkich innych roślin miododajnych

Zapewniamy silne i bardzo łagodne rodziny pszczele, których ciężka praca zapewnią znacznie większe zbiory plonów.

Do właściciela plantacji należy wyłącznie wyznaczenie miejsca, w którym będzie można bezpiecznie ustawić ule i przestrzegania terminów stosowania środków ochrony roślin.
Na wszelkie pytania chętnie odpowiem pod nr tel 793-933-933 lub zapraszamy do działu KONTAKT

Maksymalna odległość 150 km nie wykluczam większych dystansów przy większych plantacjach

Pszczelarstwo a KORONAWIRUS?

Hejo,

Udało się w dniu 12.03 br. wykonać przeglądy wiosenne w większości rodzin wyśrodkować gniazda (problem uli styrodurowych), dla nas to dobra "zima", gdyż nie straciliśmy rodzin a jedynym problemem były matki w 4 ulach ponieważ albo zaginęły albo co gorsza były strutowiałe w porę połączone z innymi rodzinami stworzą siłę na przyszły czas.
Oczywiście przed nami jeszcze długa droga do sukcesu i walczymy dalej by nasze podopieczne mogły rozwijać się w jak najlepszych warunkach i gromadzić siły do pierwszych pożytków, które nadchodzą wraz z kolejnym sezonem.

Ostatnie dni to straszna "medialna" sprawa.. bliżej i bliżej nas pojawia się ten wirus "KORONAWIRUS", który stwarza zagrożenie dla ludzi. Pojawiają się teorie spiskowe.. A jak jest naprawdę ?

Co będzie z pszczołami ?? Macie jakieś przemyślenia ? piszcie!

Tak naprawdę apelujemy do Was ! Zostańcie w domu! to dla naszego wspólnego dobra bo to my jesteśmy kowalami naszego losu nie nikt inny !

Jednocześnie zapraszamy do Naszego SKLEPU stacjonarnego oraz internetowego, abyście spróbowali naszego pysznego miodu ostania możliwość (pozostał nam tylko miód nawłociowy)..

Trzymajcie się ciepło i uważajcie na siebie!

 

Miodosytnictwo – co to ??

Historia miodu pitnego sięga kilku tysięcy lat. Najstarszy napój alkoholowy na bazie miodu pszczelego został znaleziony gdzie indziej jak nie w Chinach, podczas wykopalisk w wiosce Jiahu. Datowany jest na 9 tysięcy lat. Istnieją bardzo duże przypuszczenia, że miód pitny jest pierwszym alkoholem jaki w ogóle został zrobiony przez człowieka. Dlatego też przeświadczenie że jest to typowo polski napój jest dużym błędem.

Miód sycony był i nadal jest na wszystkich kontynentach. Poczynając od ludów Etiopskich w Afryce, plemiona indiańskie w Ameryce Południowej po dawne kultury Europejskie Celtów, Greków, Rzymian, Skandynawów czy też Słowian. Oczywiście tradycja produkcji miodu pitnego w Polsce jest bardzo mocno zakorzeniona towarzysząca naszemu narodowi od początku jego powstania. W wieku XVII nastąpiły jednak zmiany kulturowe prowadzące do marginalizacji znaczenia miodu pitnego. W bogatych domach szlacheckich miód coraz częściej zastępowany był zachodnimi winami, natomiast w ubogich warstwach społecznych coraz większą przewagę nad miodem zyskiwał trunek wyższoprocentowy łatwiejszy w produkcji czyli wódka. Po latach zapomnienia miód pitny powoli, ale systematycznie zyskuje na popularności. Jest to najprawdopodobniej spowodowane wzrostem świadomości żywieniowej. Ludzie coraz częściej czytają etykiety, szukają prozdrowotnej żywności, zawierającej pozytywnie działające na organizm składniki odżywcze i właśnie takie spojrzenie sprzyja temu, że miód pitny coraz częściej gości na naszych stołach. Oprócz tego duże znaczenie ma również coraz częstsze wyszukiwanie produktów nietypowych, aby urozmaicić paletę produktów przez nas spożywanych.

Miód zawiera masę substancji odżywczych, ale ze względu na to, że jest to temat o którym można by napisać kilka książek w artykule tym nie będę wypisywał jakie. Podczas produkcji miodu pitnego część tych związków ulega zniszczeniu, jednak duża grupa pozostaje w nim pomimo obróbki i stanowi o jego walorach w końcowym produkcie.

Zgodnie z tradycyjnym podziałem miody pitne rozróżnia się na podstawie objętościowej proporcji pomiędzy miodem a wodą i tak:

1) Półtoraki – w których brzeczkę tworzy jedna objętość miodu oraz pół objętości wody.

2) Dwójniaki – w których brzeczkę tworzy jedna objętość miodu oraz jedna objętość wody.

3) Trójniaki - w których brzeczkę tworzy jedna objętość miodu oraz dwie objętości wody.

4) Czwórniak – w których brzeczkę tworzy jedna objętość miodu oraz trzy objętości wody.

Istnieją jeszcze piątaki, szóstaki itp. W których zasada tworzenia jest analogiczna jak w opisanych wyżej czterech najczęściej występujących miodach pitnych.

Im niższa liczba w nazwie tym miód ma większą „moc”. Do pełnej harmonizacji właściwości organoleptycznych potrzebuje jednak dłuższego okresu leżakowania po produkcji. Półtorak powinien dojrzewać nawet 10 lat. Natomiast czwórniak można już próbować po około 7 miesiącach leżakowania.

Istnieje również drugi ważny podział miodów pitnych dzielący je ze względu na przygotowanie brzeczki (czyli mieszanki miodu, wody przed rozpoczęciem fermentacji). Dzieli się go na dwie grupy:

1) Miód sycony – czyli miód w którym brzeczka przed fermentacją jest jakiś czas gotowana. Następnie usuwa się z niej pianę i inne wytrącające się osady.

2) Miód niesycony – czyli miód w którym brzeczki nie gotujemy. Dzięki temu miód w swoim składzie zachowa dużo więcej składników odżywczych, które nie ulegną rozkładowi pod wpływem temperatury jak to ma miejsce w miodach syconych.

Oczywiście istnieje duża grupa zwolenników jednego i drugiego sposobu, dlatego też dobranie metody produkcji pozostawiam indywidualnym upodobaniom potencjalnych miodosytników. Trudniej wykonać jest miód niesycony, ponieważ znajdują się w nim enzymy hamujące rozwój drobnoustrojów, jak również rodzima mikroflora, która może potencjalnie doprowadzić do zakażenia brzeczki i zniszczenia naszej małej „partii produkcyjnej”.

Do brzeczki możemy dodawać wiele różnych dodatków wpływającej na końcowy smak i zapach miodu pitnego. Najczęściej stosowane są dodatki różnych przypraw korzennych, ziołowych, soków owocowych, chmielu i wszystkiego co przyjdzie nam do głowy.

Po dość długim wstępie teoretycznym czas na praktyczną część opisującą produkcję miodu. Będzie to typowy czwórniak sycony. Bez żadnych dodatków. Na początek chyba najłatwiejszy w wykonaniu.

Aby zacząć produkcję miodu należy zaopatrzyć się w odpowiednie drożdże winne, pożywkę dla drożdży, kwasek cytrynowy, dymion (inaczej gąsior), duży garnek, rureczkę fermentacyjną no i oczywiście dobrej jakości miód (najlepiej lipowy) oraz wodę. I tak:

1) Na początku należy przygotować drożdże winne. W obecnych czasach mamy tutaj spore pole do popisu. Możemy kupić drożdże na skórkach jabłek, drożdże instant, drożdże w płynie itp. Ważne aby były to drożdże winne najlepiej do mocnych win czerwonych (np. Malaga). W zależności od ich rodzaju należy zapoznać i zastosować się do ich sposobu przygotowania przed zadaniem do brzeczki, zwykle przedstawionym na opakowaniu.

2) Następnie odmierzamy 1 część miodu oraz 3 części wody (np. 5 litów miodu oraz 15 litów wody). Woda powinna być ciepła aby miód łatwo można było w niej rozpuścić. Po rozpuszczeniu tak przygotowaną brzeczkę należy gotować około 30 minut. Następnie zebrać pianę i szumy i uzupełnić przegotowaną wodą do wyjściowej objętości, ponieważ część wody podczas gotowania na pewno odparuję. Po dodaniu wody miód zagotowujemy jeszcze raz, przykrywamy pokrywką i pozostawiamy do ostudzenia. Końcówka tego etapu powinna zostać przeprowadzona w dość sterylny, czysty sposób. Ponieważ po gotowaniu brzeczka jest bardzo podatna na zakażenia innymi drobnoustrojami. Dlatego też należy postarać się o to aby nic z powietrza się nie dostawało, a chłodzenie przeprowadzić w dość sprawny sposób (w zimie możemy przykryty garnek wystawić na mróz lub ochłodzić go wodą).

3) Po osiągnięciu temperatury około 30 stopni, brzeczkę przelewamy do wcześniej wyczyszczonego i zdezynfekowanego dymionu (pozostawiając około ¼ wolnej przestrzeni, na wypadek intensywnego pienienia). Gąsior możemy dezynfekować wrzącą wodą wlewając ją po woli po ściankach aby zapobiec pęknięciu szkła. Możemy również zastosować 3% roztwór pirosiarczanu sodu z taką samą ilością kwasku cytrynowego, który potęguje właściwości dezynfekcyjne. Podczas tego procesu należy uważać, aby nie wdychać oparów, ponieważ mają te nieprzyjemne właściwości, że mocno „zatykają” cokolwiek to znaczy. Wlewamy roztwór po ściankach na dno dymionu (2-3 litry), zatykamy pojemnik i pozostawiamy na kilkadziesiąt minut. Po tym czasie roztwór wylewamy, a dymion płukamy przegotowaną wodą, ale płukanie nie jest konieczne.

4) Do tak przelanej brzeczki dodajemy pożywkę dla drożdży zakupioną wraz z drożdżami, kwasek cytrynowy (około 3 g na litr brzeczki). Ilość kwasku zależy od naszych indywidualnych upodobań smakowych. Ale wartość 3 g na litr jest wartością uśrednioną, która powinna przypasować większości osób. Na koniec oczywiście wlewamy wcześniej przygotowane drożdże. Wszystko zatykamy rureczką fermentacyjną wypełnioną wodą.

5) W tym momencie pozostaje nam czekać, na koniec fermentacji około 5-6 tygodni. Zapach fermentującego miodu zwabia muszki owocowe. Dlatego też w okresie w którym mogą się pojawić do końca rureczki wciskamy odrobinę waty, aby zapobiec ich topieniu w wodzie. Po tym czasie wężykiem znad osadu ściągamy miód do innego gąsiorka napełniając go prawie do pełna i pozostawiamy na 7 miesięcy w chłodnym ciemnym miejscu, aby miód nam dojrzał.W tym czasie można powtórzyć kilkakrotnie klarowanie (ściągając miód znad osadu).Po okresie leżakowania miód nadaje się już do butelkowania i oczywiście do degustacji w gronie przyjaciół.

Bardzo przydatną książką z wieloma staropolskimi recepturami na miód pitny jest książka napisana przez Teofila Ciesielskiego w latach 70 XIX wieku pod tytułem „Miodosytnictwo – sztuka przerabiania miodu i owoców na napoje”, w której zebrał wiele przepisów na ten szlachetny trunek. Oczywiście wiele przepisów w książce zawiera stare jednostki masy i objętości, ale w epoce internetu, rozszyfrowanie tego typu receptur nie jest problemem, a jest raczej przyjemnością.

Krystalizacja miodu – co to takiego?

Krystalizacja miodu jest zjawiskiem naturalnym, zachodzącym w każdym prawdziwym miodzie. Jest to proces fizyczny, a nie chemiczny dlatego też nie zmienia jego składu, a co za tym idzie właściwości odżywczych i leczniczych.

Proces ten polega na narastaniu kryształów różnej wielkości wokół ośrodka krystalizacji. Kryształy mogą występować w postaci drobnych jednolitych kryształków lub grubych, dosyć twardych i osadzających się w płynnym osoczu kryształów. Zaczątkiem krystalizacji mogą stać się bardzo drobne pyłki unoszące się w powietrzu. Jeśli proces krystalizacji przebiega wolno, powstają kryształy grube i duże, podzielone z początku osoczem płynnym. Tak krystalizuje miód gryczany. Szybka krystalizacja objawia się szybkim, po kilku dniach po odwirowaniu zmętnieniem całej masy i jednoczesnym twardnieniem. Kryształy miodu są wtedy drobne.

Czas krystalizacji trwa od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy i jest zależny od gęstości miodu (ciężaru właściwego), co związane jest z procentową zawartością wody. Im bardziej miód jest dojrzały (większa gęstość) tym krystalizacja przebiega w szybszym tempie. Duży wpływ na czas krystalizacji ma również stosunek zawartości glukozy do fruktozy, które są głównymi cukrami znajdującymi się w miodzie. Zasada jest bardzo prosta. Im większa przewaga glukozy tym miód szybciej krystalizuje.

Z miodów polskich najdłużej krystalizuje miód akacjowy. Proces ten zachodzi nawet po roku. Miody wiosenne (miód z sadów, rzepakowy, z mniszka lekarskiego) krystalizują bardzo szybko, w ciągu kilku tygodni i tworzą strukturę drobnokrystaliczną. Miody letnie (lipowy, gryczany, wielokwiatowy) krystalizują w czasie od kilku tygodni do kilku miesięcy. Tworzą strukturę grubokrystaliczną (duże kryształy widoczne gołym okiem).

Potoczna nazwa miodów w stanie płynnym to „patoka”, natomiast miodów skrystalizowanych „krupiec”.

Aby z miodu skrystalizowanego uzyskać patokę należy poddać go procesowi dekrystalizacji. Nieumiejętnie przeprowadzony proces doprowadzi do denaturacji białka zawartego w miodzie, utraty części enzymów co odbije się na późniejszych właściwościach leczniczych i bakteriobójczych miodu. Aby w sposób bezpieczny przeprowadzić dekrystalizację, miód należy włożyć w słoiku do wody i podgrzewać wodę maksymalnie do temperatury 40-45˚C. Pozostawiony słoik miodu w takim stanie po pewnym czasie odzyska płynną formę.

Nazywanie krystalizacji procesem cukrzenia się miodu jest błędnym i mylnym określeniem, które jednoznacznie sugeruje przemianę miodu w cukier, co nie jest możliwe.

JAKI WYBRAĆ UL?

Wybór typu ula jest jedną z najważniejszych  decyzji podczas zakładania pasieki, gdyż jest to decyzja na długie lata. Trzeba tu zaznaczyć, że pszczoły potrafią doskonale dostosować się do stworzonych im warunków. Ul musi spełnić jedynie podstawowe warunki, takie jak szczelność, izolacja  termiczna, a więc ochronę przed zimnem i przegrzaniem, możliwość regulowania pojemności stosownie do rozwoju rodziny, zapewnienie właściwej  wentylacji oraz możliwości pozyskiwania  miodu i innych produktów pasiecznych. Większość obecnie produkowanych uli , zwłaszcza nowoczesnych uli styropianowych spełnia te wymogi.

Podstawowym materiałem z którego wykonywano ule w przeszłości było drewno. Dziś również jest ono stosowane jako dobry i trwały materiał. W ostatnich 20 latach powszechnie do użycia weszły jednak ule styropianowe i poliuretanowe. Są lekkie, dobrze izolują i są stosunkowo tanie. Te nowoczesne ule wyposażone są z reguły w system wentylacji, co jest bardzo istotne, wielofunkcyjne powałki, tzw. higieniczne dennice, dodatkowe wyloty w korpusach , wymienne poławiacze pyłku itp. Ich budowa jest mocna , zwarta, mają płaskie daszki, co  bardzo ułatwia transport .

Ule wielokorpusowe z uwagi na swoją budowę i możliwość prostej wymiany poszczególnych elementów są łatwe do dezynfekcji , ułatwiona także jest ich obsługa i stosowanie różnych zabiegów i metod gospodarki pasiecznej.

Typ ula , który jest określany  przez wielkość ramki, pszczelarze dostosowują do swoich indywidualnych potrzeb. Do nowoczesnej gospodarki  wędrownej nadawać się będą lekkie ule wielokorpusowe styropianowe, lub drewniane, jednościenne, które są mocniejsze , a również lekkie. Przy planowanej gospodarce stacjonarnej w pasiece amatorskiej można  zastosować ul kombinowany typu Dadant, w którym występują duże ramki gniazdowe o wymiarach 435 x 300 mm i półramki w nadstawce. Praca w takim ulu polega na manewrowaniu pojedynczymi ramkami, w przeciwieństwie do uli wielokorpusowych w których gospodarka polega często na operowaniu całymi korpusami, co dla osób starszych i słabszych może być uciążliwe. Ul Dadanta ostatnio przechodzi ewolucję i występuje  w formie ula wielokorpusowego z korpusem gniazdowym i dwoma półnadstawkami, lub też składa się z 4 półnadstawek. Ulem wielokorpusowym, który mogę polecić jest ul Ostrowskiej, składający się z trzech jednakowych korpusów  w każdym po 10 ramek o wymiarach 360 x 230 mm. Podobnie godny polecenia jest bardzo popularny ul Wielkopolski , który jest także ulem wielokorpusowym z dwoma kondygnacjami po 10 ramek o wymiarach 360 x 260 i półnadstawką. Ule te umożliwiają wykorzystanie bardzo różnych pożytków, w tym słabych i krótkotrwałych. Obecnie pojawia się też  modyfikacja tego ula składająca się tylko z dwóch korpusów poszerzonych do 12 ramek każdy i już bez półnadstawki.  Raczej należy zrezygnować z zastosowania ula warszawskiego poszerzonego, o ramce wąsko-wysokiej 300 x 435 mm. Stwarza on wprawdzie z racji kształtu ramki najlepsze warunki dla zimowli pszczół, jednak sporych trudności przysparza oddzielenie gniazda od miodni, a co za tym idzie odbiór miodu, zwłaszcza przy słabszych pożytkach.

W kraju produkowane i stosowane są jeszcze ule wielokorpusowe typu Langstrotha  przeznaczone dla pasiek wędrownych i dużych pożytków, oraz ule systemu APIPOL, dostosowane do specyficznej technologii pasiecznej od lat stosowanej w pasiekach współpracujących z  przedsiębiorstwem APIPOL.

Przy zakładaniu pasieki  najlepiej byłoby zaopatrzyć się w całkiem nowe ule. Jeśli już z jakichś przyczyn kupujemy ule używane, powinny to być ule któregoś z wyżej podanych typów, a przed zasiedleniem musimy je bardzo starannie zdezynfekować. Polega to na dokładnym oskrobaniu wnętrza, a następnie jego wypaleniu /ule drewniane/, lub starannej dezynfekcji roztworem sody żrącej /styropiany/, a także pomalowaniu ścian zewnętrznych. Przy zakupie używanych uli  drewnianych trzeba sprawdzić zwłaszcza ich wnętrze, gdyż tam najszybciej zachodzi proces butwienia drewna.

Niektórzy pszczelarze dla obniżenia kosztów zakładania pasieki sami chcą wykonać swoje ule z drewna,  lub płyt pilśniowych. Inni we własnym zakresie wykonują ule z poliuretanu, lub płyt styrodurowych.  W każdym z tych wypadków należy oprzeć się na  rozmiarach ramki któregoś z zalecanych w Polsce typów ula, ponieważ dla nich produkowana jest węza o odpowiednich rozmiarach, a także inny sprzęt pasieczny jak np. transportówki, miodarki, izolatory, maty, beleczki itd.

Zachowujemy ogólną zasadę -  tylko jeden typ ula w pasiece. Najwygodniej jest, jeśli mamy też tylko jeden rodzaj ramki, która pasuje do wszystkich uli i korpusów.

Zbieranie rójek – szanse i zagrożenia

Ciężko tu będzie przedstawić wady i zalety zbierania rójek z drzew, jest dużo zwolenników jak i opozycjonistów. Raczej wyrazimy nasze stanowisko poparte zaletami i popieraniem zbierania rójek przez jednego z naszych Honorowych Forumowiczów i Mistrza Pszczelarskiego, kol. Adama.

Zacznę od tego, że pszczoły zawsze będą się roić, tego nie da się im całkowicie wytłumić z genów. Faktem jest, że tylko zdrowe pszczoły wydają rój, tylko zdrowe, silne rodziny potrafią i się roją. Chore rodziny nie są w stanie się roić. Więc odpada nam jakiekolwiek zagrożenie ze strony przenoszenia chorób. Są niestety zatwardziali pszczelarze, którzy nie zdejmą wiszącego, obcego roju, nawet jakby im nad oknem wisiał. Rojące się pszczoły nie przenoszą przetrwalników znanych i najpopularniejszych chorób, np. zgnilec złośliwy. A dlaczego? A dlatego, że zgnilec czy kiślica to choroby czerwiu, nie pszczół, choruje i zainfekowany jest tylko czerw, a nie dorosłe osobniki. Owszem w każdym ulu jest trochę bakterii zgnilca ale nie jest to stan, w którym opanowałyby cały rój, aby czerw popadł w chorobę musiałby zostać porządnie wychłodzony, uszkodzony, matka byłaby chora czy zawirusowana (jak w przypadku choroby woreczkowej czy grzybicy wapiennej). Rojące się pszczoły przenoszą tylko warrozę i to też nie zawsze, mogą mieć i przynieść ze sobą kilka osobników Varroa, dlatego świeże rójki można odymić Apiwarolem póki nie ma czerwiu czy polać Beevitalem po obsadzeniu w ulu. Mogą przenosić jakieś pasożyty, np. Acarapidose (świdraczek pszczeli), ale to bardzo rzadkie przypadki. Tak więc ryzyko chorób nam odpada, raz, że roją się tylko zdrowe pszczoły, a dwa, że pszczoły nie chorują na najgroźniejsze choroby tylko ich larwy. Pszczoły muszą się roić, jest to dla nich wskazane i zdrowe. Zachodzi zmienność genetyczna w terenie. Rójki mają bardzo dużą siłę napędową do odbudowy gniazda, świetnie i szybko odbudowują plastry. Mają na pewno w genach skłonność do rójki, ale można przecież temu zapobiegać. W dzisiejszych czasach powinniśmy przyjmować i ratować pszczoły, które nam przyleciały, trzeba im pomóc i dać szansę, każda pszczoła jest bardzo cenna dzisiaj. Trzeba je namnażać i przyjmować, może należy przekształcić takie powiedzenia jak "Gość w dom, Bóg w dom" na pszczołę, czy "błogosławiony dom gdzie myszy i szczury są" na "pszczoły są". Powtarzam, nie ma ryzyka na zebranie rójki obcej, przenoszą tylko ew. warrozę, tylko zdrowe pszczoły się roją. Ciężko nam jakoś przytoczyć ujemne strony zbierania takich pszczół, jeśli wychwycimy gdzieś w internecie czy nam się coś przypomni to dodamy. Może wadą jest ogólny schemat nastroju rojowego, który jest utrwalony w genach. Pszczoły będą w okresie nastroju rojowego leniwe, sparaliżują prace w pasiece i produkcję, ale to można przecież wymienić matkę w rójce na mniej rojliwą. Każdy pszczelarz ma obowiązek dania szansy rozwoju świeżej rójce, sami zobaczycie, że będziecie zaskoczeni ich siłą. Niektórzy specjalnie szykuję puste ule, wkładają ramki i te rójki jak jest pasiekaw pobliżu rzeczywiście przylatują, czasem łatwiej czy trudniej. 

Osobnym zagadnieniem są tajemnicze rójki jesienią, które rójkami nie są. O co więc chodzi? Czasami zdarzają się przyloty rodzin w sierpniu, wrześniu, a nawet październiku. Są to roje z matkami, które uciekły od złego hodowcy, które je zaniedbał najogólniej pisząc. Rodziny, które są silnie porażone warrozą, uciskają je pasożyty, a druga wersja to możliwy głód. Pszczoły często uciekają z głodu, rzadziej pod wpływem innego czynnika jak np. dokuczający gryzoń w ulu czy np. smród. Postępowanie z takim głodniakiem czy chorym rojem opisane jest w Poradach. Trzeba szybko zaaplikować leki, dostawić plastrów z pokarmem bądź dokarmić. Grozi śmierć głodowa takim pszczołom. Po wyleczeniu o ile się uda i zbiciu roztoczy Varroa wskazane jest łączenie takiej rodziny. Tutaj jest się czego obawiać, gdyż do pasieki prócz warrozy dochodzą z całą pewnością wirusy, rodzina staje się łatwym łupem do wyrabowania przez inne pszczoły w pasiece, a więc otwiera się droga do zakażenia całej pasieki. Przy takiej późno przyleciałej rójce wskazany jest antybiotyczny oprysk Rapicidem albo Virkonem. 

Jeśli chodzi o normalne wiosenno-letnie rójki to tak jak napisaliśmy - nie ma ryzyka, powinniśmy dzisiaj zbierać takie pszczoły, w końcu to zdrowy, silny rój i jakby nie patrzeć - darmowy do wzięcia. Łatwo w ten sposób zdobyć czy uzupełnić pasiekę pszczół, bez wydatków na nowe rodziny pszczele. 

Apiterapia??

Apiterapia – metoda profilaktyki i leczenia przy pomocy produktów pszczelego pochodzenia. Mogą tu być użyte tylko produkty pszczele, a także preparaty wykonane z częściowym ich udziałem.

Działanie produktów pszczelich jest wielokierunkowe:

– antybakteryjne,
– cytostatyczne,
– regeneracyjne,
– lipostabilne,
– stymulujące metaboliczne,
– detoksykacyjne,
– immunomodulacyjne,
– znieczulające,
– hormonopodobne.

Powietrze ulowe ma od 25 do 35 stopni Celsjusza. Jest więc, jak na ludzkie warunki, wręcz komfortowe. Co więcej, jest czyste, pozbawione drobnoustrojów chorobotwórczych. Zauważmy, że pszczelarze zwykle żyją długo i cieszą się dość dobrym zdrowiem. Jest to zjawisko na tyle powszechne, że warto przyjrzeć się prozdrowotnym właściwościom ulowego mikroklimatu.

Wewnątrz ula panuje specyficzny mikroklimat. Jest bardzo ciepło, wilgotno, czysto i zero jakichkolwiek czynników chorobotwórczych. Mieszkanie pszczół jest naprawdę sterylne, bez bakterii, wirusów i pasożytów. To wręcz idealna atmosfera do życia.

Do dyspozycji zainteresowanych uloterapią, polecamy domek do inhalacji powietrzem z ula. Domek zbudowany jest częściowo z drewna i zamieszkują w nim 4 rodziny pszczele.

Terapia polega na wdychaniu powietrza z zabezpieczonego ula, które wydostaje się zasiatkowaną powałką do wnętrza pomieszczenia, gdzie przebywa człowiek. Powietrze wypełniające domek ulowy pozbawione jest bakterii, wirusów i chorobotwórczych grzybów.

Zapach świeżego miodu, propolisu, wosku, pyłku pszczelego ma dobroczynny wpływ na centralny układ nerwowy, oddechowy, sercowo-naczyniowy – całkowicie poprawia się jakość snu.

Przebywanie w domku do apiterapii działa uspokajająco, antystresowo. Wdychanie powietrza z ula, dzięki zawartym w nim flawonoidom, neutralizuje szkodliwe dla organizmu wolne rodniki, które są odpowiedzialne za jego starzenie się. Pomaga przy chorobach takich jak astma oskrzelowa, różnego rodzaju alergie, chroniczne bóle głowy, migreny, infekcje układu oddechowego, nieżyt błon śluzowych, zapalenie zatok, osłabienie układu odpornościowego czy przewlekłe choroby płuc.

Kuracja zwykle trwa 14 dni.
Czas przebywania od 30 min do 1godziny dziennie.

Z sesji w domku do apiterapi można korzystać od początku maja do końca sierpnia po wcześniejszym uzgodnieniu terminu.

W razie pytań prosimy o kontakt Pod numerem 606581920

Zima, czy taka straszna ? Pszczoły nasze hobby!

25.12.2019 --

Hejooo..

Tak tak ostatnio nie mam za dużo czasu by wypisywać swoje mądrości i prosić Was byście zechcieli czytać moje wypociny. Mamy jednak cały czas zajęcie z naszymi podopiecznymi, gdyż pogoda nie chce iść ku zimie a nawet za okna zagląda nam Wiosna.. Czy coś się nie pomieszało ?.. Szkoda gadać jest masakra.

Odkąd mogę nazwać się pszczelarzem i mam możliwość, powiedzmy "wiedzę" chodź trochę większą  niż inne osoby nie znające tematu nie widziałem tak dziwnego roku. W mojej karierze pszczelarza nie doświadczyłem jeszcze nigdy widoku by w Grudniu w ulu można było spotkać trutnia. Nie jeden zapyta a nie strutowiała Ci rodzina!?  No właśnie zaskoczony oczywiście musiałem potwierdzić ten fakt i co ciekawe rodzinka miewa się idealnie ale nie wyrzuciła trutów.

Anomalie pogodowe niestety nie zbyt przychylenie wpływają na dobrostan rodziny  a nawet można rzec rozstrajają ich schemat..

Chciałbym już wyprowadzić rodziny do kolejnej wiosny z utęsknieniem czekam jak będzie już końcówka lutego i na nowo zaczniemy przygotowywać się do sezonu ...

Mam nadzieje, że w tym nadchodzącym roku będę mógł razem z moim Tatą przygotować dla Was mocne rodziny, odkłady a i również matki pszczele. W tym roku proponowaliśmy Wam matki Elgon, gdyż takie posiadamy w pasiece i na nich opieramy naszą gospodarkę.

Natomiast zbliżający się rok będzie niósł nowości jeśli chodzi o pszczoły a mianowicie zaproponujemy wam matki z linii Krainka CT46, kolejno ELGON i testowany w 2019 Buckfast dr. Peter Stofena, który mogę polecić z czystym sumieniem ponieważ siła i miodność to naprawdę coś pięknego a idąca za tym higiena w ulu czyni tą pszczołę "KRÓLOWĄ"..

Zapraszam do kontaktu z nami, wymiany doświadczeń i poglądów.

G.P. -PSZCZELNIK.PL

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------